
11. listopada to, oprócz Dnia Niepodległości, dzień imienin głównej (to określenie wydaje mi się niezręczne, bo co to znaczy "główna ulica" w ponad półmilionowym mieście?) ulicy w centrum Poznania - ulicy Św. Marcin. Z tym dniem wiąże się tradycja wypieku i konsumpcji
rogali marcińskich. Słyszałam, że są w sprzedaży cały rok, jednak żaden szanujący się Poznaniak nie będzie ich pałaszował kiedy indziej ;) . W tym roku nie widziałam kolejek stojących na chodnikach przed cukierniami.
Podaję historię wypieku rogali na okoliczność wspomnienia Św. Marcina za
Wikipedią:
"W Poznaniu tradycja w obecnym kształcie narodziła się w listopadzie 1891. Gdy zbliżał się dzień św. Marcina proboszcz parafii św. Marcina, Jan Lewicki, zaapelował do wiernych aby wzorem patrona zrobili coś dla biednych. Obecny na mszy cukiernik Józef Melzer, który pracował w pobliskiej cukierni, namówił swojego szefa aby wskrzesić starą tradycję. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk a biedni otrzymywali go za darmo. Zwyczaj wypieku w 1901 przejęło Stowarzyszenie Cukierników. Po I wojnie światowe
j do tradycji obdarowywania ubogich powrócił
Franciszek Rączyński, zaś przed zapomnieniem tuż po II wojnie światowej uratował rogala
Zygmunt Wasiński."
Proszę Państwa, oto rogale:
