Ten post nie będzie do patrzenia, ale do czytania. Powinien być do słuchania...
Nie wiem czy jakiekolwiek miasto poza Poznaniem może cieszyć się przywilejem istnienia w nim "Młodzieżowego Ruchu Miłośników Muzyki", czyli po prostu "Pro Sinfoniki".
"Pro Sinfonika" powstała w latach 1967/68 r. założył ją pan Alojzy Andrzej Łuczak (wszelkie informacje techniczne można znaleźć na zalinkowanej przeze mnie oficjalnej stronie ruchu) i od początku swojego istnienia za cel stawia sobie przybliżanie muzyki klasycznej (i nie tylko) młodym ludziom. Nie będzie przesadą, gdy stwierdzę, że wychowałam się na "Pro Sinfonice", moja mama była już w swojej młodości bywalczynią koncertów. Byłam już "Kolorową Nutką" w przedszkolu, comiesięczne wizyty w Auli UAM, gdzie odbywają się koncerty, było moim chlebem powszednim i do dziś czuję się tam jak w domu. Repertar jest bardziej lub mniej udany, jednak koncert symfoniczny na żywo było i jest dla mnie zawsze fascynującym wydarzeniem (nie mówiąc już o przystojnych grajkach ;) ). Każdy instrument gra swoje, a tworzą razem niesamowitą całość i harmonię. Nie pochodzę z "dobrej rodziny z tradycjami", a wychowałam się na muzyce klasycznej. "Cztery pory roku" Vivaldiego były dla mnie tym, czym dla niektórych moich rówieśników piosenki Backstreet Boys. Zachęcam wszystkie poznanianki i poznaniaków to zajrzenia do tegorocznego repertuaru, zawsze się znajdzie coś interesującego (nie trzeba kupować karnetu, przed koncertami są do kupienia wejściówki jednorazowe), a dzieciaki naprawdę są w stanie wysiedzieć na koncercie we względnym spokoju ;)
W Poznaniu IKEA dwa razy większa. Miasto opakowano w słynne niebieskie torby:
Niestety nie udało mi się uchywić kiosku "RUCHU" w tejże torbie (robi wrażenie). Wybudują nam w Poznaniu ikeowe miasteczko na Franowie.
Będę się w najbliższej przyszłości zajmować bardziej Generation Golf (czytane z niemiecka, "pokolenie Golfa"), którego punktmi orientacyjnymi na świecie są H&M, McDonald's oraz IKEA. Wiadomo, że skarpetki są przy kasie, a hamburger smakuje tak samo w Tokio i Berlinie. Świat staje się mały i prosty. Ale tylko z pozoru, tylko dla niektórych...
... czas odkurzyć :). Odradza się powoli wena, do pisania i wklejania fotek tutaj, poza tym spojrzałam w statystkyki i nie mogłam oczom uwierzyć, bo ciągle tu jednak ktoś wchodzi ;) Dziś będzie bez zdjęć, za to z filmikiem.
Ja nie z tych, co lubią narzekać, ale niestety czasem trzeba. Chwali się Magistratowi to, że w ogóle na taki pomysł wpadł. Ale...
1) psów było tryliad, a namiotów, gdzie chipowano psy 2 (słownie dwa) i jedno stanowisko, gdzie można było zapłacić haracz za psa - stałyśmy najpierw w jednej, potem w drugiej kolejce i postanowiłyśmy z mamą, że pojedziemy do schroniska zachipować Grubasa, a ja się znowu przejdę jednak na Fredry opłacić Mufie mieszkanie w Poznaniu (z tym nie jest jednak najgorzej, jeżdżą też zbierać opłaty po osiedlowych i dzielnicowych domach kultury) 2) przeraźliwie głośno grała muzyka, nie mówiąc już o panu z Ameryki Południowej, piszczącego przez wzacniacze na swoich piszczałkach na całe Łęgi Dębińskie
Koniec końców wyszłyśmy z parku z ekologicznymi torbami na kupy i jedną ekologiczną torbą na zakupy (przezenty od Straży Miejskiej), zaliczywszy spacer i podróż sentymentalną po parku dzieciństwa mojej mamy i mojego.
P.S. No i jeszcze z błędem w reklamówce mówią... Wstyd!
Z maila, który otrzymałam od organizaorów: "1 marca odbędzie się w Poznaniu I Marsz dla Życia. Rozpocznie się on o 10 Mszą świętą w kościele ojców Dominikanów, po której nastąpi przejście na plac A.Mickiewicza, skąd o 11 wyruszy marsz. Koniec marszu planowany jest o 12 przed kosciołem pw. Najświętszego Zbawiciela na ul. Fredry.
Marsz dla życia będzie marszem w milczeniu. Milczenie ma symbolizować niemy krzyk dziecka, któremu nie pozwolono żyć.
Na pytanie: Dla kogo ten marsz? jednogłośnie odpowiadamy: "Dla każdego człowieka nienarodzonego, którego życie jest zagrożone, jak również dla tych, którym nie pozwolono się narodzić."
Na pytanie do kogo skierowany jest marsz, odpowiadamy: "Do ludzi, którzy w poczętym dziecku nie dostrzegają ludzkiego życia, a także do tych, którzy będą decydować o życiu swojego dziecka.", ale nie tylko..."
Europejskie Spotkanie Młodych jest organizowane przez Wspólnotę Braci z Taizé, w tym roku odbyło się w Brukseli. Ja brałam udział w tej imprezie rok temu, młodzi zjechali się do Genewy. Poznań długo już starał się o to, by spotkanie odbyło się właśnie tutaj i wreszcie się udało :). Oznacza to dużo pracy i przygotowań, uważam jednak, ze gra jest warta świeczki. W tych spotkaniach niesamowicie piękny jest dla mnie czas modlitwy. W Genewie na jednej modlitwie, gdy wszyscy milczeli, obróciłam sie za siebie i widok mnie zdumiał. Kilka tysięcy ludzi po prostu się modliło, razem, w ciszy. Wiem, że nie wszyscy jadą tam w tym celu, niektórzy po prostu w ten sposób zwiedzają Europę, bo to dosyć tanio wychodzi. Piękne jest również to, że pielgrzymi przyjmowani są przez miejscowe rodziny. Doświadcza się zwykłej ludzkiej gościnności, życzliwości i zaufania. Ciągle mnie to zdumiewa, jak zdumiewało mnie to, że w drodze do Częstochowy wychodząc z jakieś miejscowości, nie wiedziałam, gdzie będę nocowała kolejnej nocy (na poznańskiej pielgrzymce nie ma kwatermistrza, po prostu grupa wchodzi do meijscowości i puka do drzwi...), że coś takiego możliwe jest jeszcze w dzisiejszym świecie, który uchodzi za niebezpieczny i wyrachowany. To, czego w tej imprezie nie lubię to m.in. to, że trzeba szybko po Świętach zwijać manatki i wyruszać. Ale teraz będę nie będę musiała się nigdzie ruszać... Nigdy jeszcze nie miałam gotowych planów sylwestrowych w Sylwestra roku poprzedniego ;)
...powiedział wczoraj wieczorem pewien pan w tramwaju. To jest chyba najlepsze podsumowanie tego, co zaczynało się dziać w mieście... Na blogu opisuję moje subiektywne odczucia, więc nie będę tutaj opiswała szczegółów szczytu, bo te można sobie znaleźć w prasie... Moim wczorajszym subiektywnym odczuciem była za,tem zwiększona liczba osób mówących w innym języku niż nasz oraz pędzące w stronę hoteli taksówki. Nigdy nie mieszkałam tak blisko granicy państwa, nie ruszając się z domu ;) A że jutro z domu się ruszę, i to bardzo konkretnie, zawirowania komunikacyjne i nie tylko komunikacyjne mnie ominą. To, że Arnold Schwarzenegger będzie tylko 15 minut pieszo od mojego domu nie robi na mnie zadnego wrażenia ;)
5. listopada o 18:00 w Sali Posiedzeń PTPN przy ul. Mielżyńskiego 27/29 w Poznaniu odbędzie się wykład prof. Jana Skuratowicza "Architektura secesyjnych kamienic Poznania".
Secesja i kamienice to coś, co Królewna lubi najbardziej :)
P.S. Z ciekawostek językowych - od jednej starszej pani usłyszałam "roztośtana" - się ubawiłam :D Zapomniałam o istnieniu tego słowa. A znaczy to nieuczesana ;)
Zainspirowana seminarium o czytaniu Berlina postanowiłam poczytać Poznań. Pewno nieciekawe zdarzenie spowodowało dodatkowo, że miasto jako takie zaczęło mnie przerażać. Blog jest więc także próbą oswojenia go na nowo.