Odnalazłam ją kiedyś dlatego, ze pod numerem 1 znajduje się mój ulubiony sklep z materiałam i inspiracjami do mojej twórczości. Wzdłuż ulicy rozciągają się cudne kamienice, a urokowi całości nadają zielone małe ogródki przed każdą z nich. Szukam ostatnio Paryża w Poznaniu i to mi się jakoś tak parysko kojarzy. Kocham tę ulicę.
Wersja romantyczna ;)
Trudno zrobić jakieś fajne zdjęcie, bo wszędzie mnóstwo samochodów ;(
16 km od centrum Poznania leży wioska Tulce, a niej stary kościółek i sanktuarium Maryjne. Pierwsze wzmianki o nim pochodzą od Jana Długosza, jego burzliwą historię można przeczytać na oficjalnej stronie parafii.
Lubię jeździć do Tulec. Jest blisko i znajomo. Jeżeli mam (mamy) jakąś większą sprawę, to idziemy pieszo. Zajmuje to z centrum ok. 4 godzin, cały czas praktycznie można iść chodnikiem, tylko kawałek już pod lasem drogą, ale stosunkowo mało uczęszczaną. Na początku września z wielu parafii poznańskich i nie tylko ruszają (pieszo oczywiście) pielgrzymki na odpust. Do Częstochowy daleko, a to praktycznie za miedzą :).
Front kościoła:
Widok z boku:
Przez kratę (siedziałam tam sobie z Mufką):
Kiedy jedziemy tam z DA, robimy spacerek wokół wioski. Jest to naprawdę bardzo mała miejscowość, przejście jej dookoła (start i meta przy kościele) zajmuje mniej niż godzinę. Znaleźliśmy drogę, która ją otacza i jest bardzo malownicza:
... czas odkurzyć :). Odradza się powoli wena, do pisania i wklejania fotek tutaj, poza tym spojrzałam w statystkyki i nie mogłam oczom uwierzyć, bo ciągle tu jednak ktoś wchodzi ;) Dziś będzie bez zdjęć, za to z filmikiem.
Ja nie z tych, co lubią narzekać, ale niestety czasem trzeba. Chwali się Magistratowi to, że w ogóle na taki pomysł wpadł. Ale...
1) psów było tryliad, a namiotów, gdzie chipowano psy 2 (słownie dwa) i jedno stanowisko, gdzie można było zapłacić haracz za psa - stałyśmy najpierw w jednej, potem w drugiej kolejce i postanowiłyśmy z mamą, że pojedziemy do schroniska zachipować Grubasa, a ja się znowu przejdę jednak na Fredry opłacić Mufie mieszkanie w Poznaniu (z tym nie jest jednak najgorzej, jeżdżą też zbierać opłaty po osiedlowych i dzielnicowych domach kultury) 2) przeraźliwie głośno grała muzyka, nie mówiąc już o panu z Ameryki Południowej, piszczącego przez wzacniacze na swoich piszczałkach na całe Łęgi Dębińskie
Koniec końców wyszłyśmy z parku z ekologicznymi torbami na kupy i jedną ekologiczną torbą na zakupy (przezenty od Straży Miejskiej), zaliczywszy spacer i podróż sentymentalną po parku dzieciństwa mojej mamy i mojego.
P.S. No i jeszcze z błędem w reklamówce mówią... Wstyd!
Z maila, który otrzymałam od organizaorów: "1 marca odbędzie się w Poznaniu I Marsz dla Życia. Rozpocznie się on o 10 Mszą świętą w kościele ojców Dominikanów, po której nastąpi przejście na plac A.Mickiewicza, skąd o 11 wyruszy marsz. Koniec marszu planowany jest o 12 przed kosciołem pw. Najświętszego Zbawiciela na ul. Fredry.
Marsz dla życia będzie marszem w milczeniu. Milczenie ma symbolizować niemy krzyk dziecka, któremu nie pozwolono żyć.
Na pytanie: Dla kogo ten marsz? jednogłośnie odpowiadamy: "Dla każdego człowieka nienarodzonego, którego życie jest zagrożone, jak również dla tych, którym nie pozwolono się narodzić."
Na pytanie do kogo skierowany jest marsz, odpowiadamy: "Do ludzi, którzy w poczętym dziecku nie dostrzegają ludzkiego życia, a także do tych, którzy będą decydować o życiu swojego dziecka.", ale nie tylko..."
Europejskie Spotkanie Młodych jest organizowane przez Wspólnotę Braci z Taizé, w tym roku odbyło się w Brukseli. Ja brałam udział w tej imprezie rok temu, młodzi zjechali się do Genewy. Poznań długo już starał się o to, by spotkanie odbyło się właśnie tutaj i wreszcie się udało :). Oznacza to dużo pracy i przygotowań, uważam jednak, ze gra jest warta świeczki. W tych spotkaniach niesamowicie piękny jest dla mnie czas modlitwy. W Genewie na jednej modlitwie, gdy wszyscy milczeli, obróciłam sie za siebie i widok mnie zdumiał. Kilka tysięcy ludzi po prostu się modliło, razem, w ciszy. Wiem, że nie wszyscy jadą tam w tym celu, niektórzy po prostu w ten sposób zwiedzają Europę, bo to dosyć tanio wychodzi. Piękne jest również to, że pielgrzymi przyjmowani są przez miejscowe rodziny. Doświadcza się zwykłej ludzkiej gościnności, życzliwości i zaufania. Ciągle mnie to zdumiewa, jak zdumiewało mnie to, że w drodze do Częstochowy wychodząc z jakieś miejscowości, nie wiedziałam, gdzie będę nocowała kolejnej nocy (na poznańskiej pielgrzymce nie ma kwatermistrza, po prostu grupa wchodzi do meijscowości i puka do drzwi...), że coś takiego możliwe jest jeszcze w dzisiejszym świecie, który uchodzi za niebezpieczny i wyrachowany. To, czego w tej imprezie nie lubię to m.in. to, że trzeba szybko po Świętach zwijać manatki i wyruszać. Ale teraz będę nie będę musiała się nigdzie ruszać... Nigdy jeszcze nie miałam gotowych planów sylwestrowych w Sylwestra roku poprzedniego ;)
Zainspirowana seminarium o czytaniu Berlina postanowiłam poczytać Poznań. Pewno nieciekawe zdarzenie spowodowało dodatkowo, że miasto jako takie zaczęło mnie przerażać. Blog jest więc także próbą oswojenia go na nowo.